Poradnik Camp USA #6 - Jak tanio podróżować po USA? Ameryka za 1200$.

Poradnik Camp USA #6 - Jak tanio podróżować po USA? Ameryka za 1200$.


   Czytając niektóre wypowiedzi, posty i komentarze osób, które były i zwiedzały Stany Zjednoczone, byłam momentami przerażona jak za zarobione na Campie 1200$ mam zwiedzać Amerykę, w dodatku "mega drogą" Kalifornię i to przez niemal cały miesiąc? Jak jeść? Jak wypożyczać auto? Gdzie spać?
   Zaczęłam więc rozglądać się głębiej, pisałam z ludźmi z grona bliskiego memu sercu, czyli: autostopowiczów. Zbierałam wszelkie możliwe informacje jak zrobić to po taniości, jak to jest, że niektórzy wydali przez 3 tygodnie tylko po 1000-1500$? 
   Dziś i ja jestem jedną z tych osób, które  wydały przez miesiąc w Stanach jedyne 1200$.



Czym podróżować?

   Po USA można podróżować na wiele sposobów. Dobór środka transportu zależy głównie od tego gdzie i co chcemy zobaczyć, ile mamy na to czasu oraz ile środków pieniężnych chcemy na to przeznaczyć. Postaram się przybliżyć wam krótko kilka możliwości: 

-samochód - jest to najwygodniejsza i moim zdaniem najlepsza możliwość, dlatego o niej rozpiszę się najwięcej. Nie jest to drogie (o ile podróżujecie w grupie), szybko się przemieszczacie, nie jesteście zależni od nikogo ani niczego, no i mega wygoda. Jeśli planujecie dużo miejsc (pamiętajmy, że odległości w Stanach są bardzo duże) a czasu jest niewiele, auto to najlepsze co można zrobić. Paliwo jest tanie, o ile wiecie gdzie tankować. Nie róbcie tego w pobliżu Parków Narodowych, bo różnice są nawet po ok 2$ na galonie. Lepiej zatankować wcześniej, a potem kolejny raz gdzieś już kawałek za Parkiem. Nie zapominajmy też o zatankowaniu samochodu do pełna przed oddaniem. W innym wypadku, wypożyczalnia doliczy do naszego rachunku kwotę za zatankowanie samochodu przez firmę. Koszt auta zależy od tego jak duże chcecie auto, jakiej klasy i na jaki okres czasu, no i z jakim ubezpieczeniem. Auto można kierować mając 21 lat, jednak kierowca powyżej 25 roku życia płaci mniej za ubezpieczenie. Warto mieć to na uwadze, chcąc zaoszczędzić kilka $ na dniu. Co więcej z przydatnych informacji? Międzynarodowe prawo jazdy nie jest wymagane, no i mitem jest, że bez kredytówki nie wypożyczycie auta. Da się, ale często proszą o bilet powrotny, oraz z góry ściagają daną kwotę za auto. Auto można rezerwować wcześniej na różnych stronach, ale ja nie jestem tego zwolennikiem. Wypożyczalni w miastach jak NYC, LA, Vegas, San Francisco czy Miami jest tyle, że na 1000% znajdziecie na miejscu coś dla siebie. No i wiecie co bierzecie. My wypożyczyliśmy bez rezerwacji busa 15osobowego na kartę debetową:)
   Dodatkowe info: możesz prowadzić samochód po wypiciu 1-2 piw (standard amerykański – 0,3 l). Jednak zależy to od Stanu, więc warto sprawdzić wymogi dla danego obszaru. W razie kontroli policji pamiętajcie, aby nie wykonywać gwałtownych ruchów i powinno ręce mieć na kierownicy.
Nasz busik i Wesoła Ekipa! - Dolina Monumentów.

- autostop - najtańsza forma podróży. Nie byłabym sobą, jakbym nie wspomniała o moim ulubionym sposobie na zwiedzanie:) Mimo wszystko w USA tego nie robiłam i osobiście raczej nie polecam. W wielu Stanach jest to nielegalne, a mandaty sięgają nawet 500$ (info od osoby, co taki mandat dostała). Dodatkowo pamiętajcie, że taki sposób na podróżowanie jest 'wielką niewiadomą', więc ciężko rozplanować coś w czasie, bo nigdy nie wiesz co i kiedy uda Ci się złapać. Dodatkowo pamiętaj, że do miejsc jak Parki Narodowe zazwyczaj jeżdżą turyści albo rodziny na wypoczynek - więc samochody są zazwyczaj załadowane klamotami na wyjazd. 

- pociągi, busy i samoloty -  samoloty to najlepsza opcja jak szybko chcecie się przedostać np: z jednego wybrzeża na drugie. Ceny są różne w zależności od linii lotniczych i terminów. Ja polecam rezerwować na min miesiąc przed. Co do busów i pociągów - fajna opcja jak np jesteście sami, albo w parze i chcecie się przedostać z miasta do miasta na większej odległości. Mimo wszystko jest to często dość droga forma podróży, do tego na dłuższy dystans niewygodna i zabierająca dużo czasu.


Gdzie spać?

  Spanie w US bez wydawania miliona monet? Jasne, że się da. Ba... Da się nawet za frajer! Tak, spanie za darmo w Ameryce to nic dziwnego i wiele ludzi to praktykuje. Jednak często wiąże się to z lekką niewygodą, dyskomfortem, brakiem ciągłego dostępu do prysznica, ale za to daje przygodę życia! Więc co ja polecam?
  
- campingi - fajna i tania opcja zwłaszcza w Parkach Narodowych. Zazwyczaj płaci się za 'miejsce' ok 10$, a na takim miejscu może spać 8 osób (my byliśmy w 10 nawet :D). Cena więc niewielka, a macie legalne kimanko - rozkładacie namiot i jazda! Gdzie jest haczyk? W parkach jak Yosemite, Zion, Grand Canyon i inne mocno popularne parki, często na 4 miesiące przed nie ma już wolnych miejsc! Więc albo rezerwujecie wcześniej, albo szukacie na pałę na miejscu może coś się zwolniło, albo szukacie na campingach 'first come' które są bez rezerwacji, ale tam mega wcześnie rano musicie być, by znaleźć miejscówkę. 

Jedyny camping gdzie bez rezerwacji znaleźliśmy miejscówkę - Wielki Kanion:)

- na dziko - nie słuchajcie, że w US nie da się spać na dziko. My przez te 3 tygodnie niemal codziennie tak spaliśmy. Na żwirku, na piasku, gdzieś na dzikim parkingu przy drodze. Trzeba jedynie patrzeć aby nie wrypać się na teren prywatny (jest ich mega dużo w Stanach) oraz aby nie rzucać się w oczy. Spanie pośród amerykańskiego niczego to najlepsza frajda z rozgwieżdżonego nieba:) 

- couchsurfing -  spanie za free u amerykanów? Działa tam świetnie! Jest to mega opcja zwłaszcza w większych miastach, a ludzie są bardzo pomocni. Konto na stronie CS to dla mnie zawsze podstawa do taniego podróżowania. W dodatku to mega przygoda i możliwość poznania świetnych ludzi. Pamiętajcie, aby mieć ze sobą jakiś 'prezent' za to, że nas ktoś przyjął pod swój dach. Najlepiej przywieźć coś z Polski, albo nawet po prostu ugotować fajną kolację:) Gdzie jest trud? Że ciężko znaleźć CS na więcej niż 2/3 osoby, więc jak zwiedzacie w grupie, może być konieczne szukanie dwóch lub więcej hostów.

- hotele i Airbnb - hotele to najdroższa opcja, którą ja osobiście odradzam. Jedynie w Vegas, o tak, tam trzeba mieć hotel, ale tam jest to mega tanie! Hotele nawet przy głównej ulicy są tanie i naprawdę fajne, a jak cebula ma się jeszcze lepiej zgadzać, to możecie tak jak my wziąć pokój 2osobowy i spać tam w 5 osób. Owszem, da się i nikt nie sprawdza :D Ewentualnie jak serio jesteście w kropce, nie ma czasu na szukanie CS a w centrum miasta spanie na dziko odpada, to szukajcie hosteli/moteli lub po prostu Airbnb. Tam często za małą kwotę można dostać całkiem fajne łóżko.


Zakupy w USA. 
Gdzie jeść i co kupić na wyjazd?

    Jedzenie w USA to kwestia ciężka. Mało kto chce żyć przez ten miesiąc na fastfoodach, a zdrowa żywność jest tam często bardzo droga. Jak więc znaleźć wyjście z tej sytuacji? Kupowanie i przygotowywanie żywności samemu. Polecam zwłaszcza sklepy Walmart - są tanie, jest ich wszędzie pełno i mają duży wybór. Zupki chińskie za 20 centów, chleb tostowy za 1 dolara, do tego kupicie dżem i inne dodatki i posiłek gotowy. Jasne, nie jest to najzdrowsze, jednak lepsze niż KFC czy inne śmieciowe żarcie, a zawsze w Walmacie możecie kupić owoce czy warzywa, jednak są one na pewno droższe. Jeśli myślicie: jak zagotować wodę w trakcie drogi na zupkę? Moja odpowiedź: w 90% stacji dadzą wam wrzątek za free. My tak ciągle robiliśmy i codziennie rano kawa/herbata lub zupki chińskie na szybko. Da się? Jasne, tylko trzeba kombinować:)
   Co jeszcze warto kupić na podróżowanie? Namiot i śpiwór. Oczywiście, jeśli nie macie tego ze sobą z Polski. Będzie to wam potrzebne zwłaszcza jak planujecie spanie na campingach czy na dziko. Obie te rzeczy również dostaniecie w Walmarcie.

Nasze zakupy w Walmarcie! :D


Dodatkowe info ode mnie, dla was.
    Jest w US kilka ważnych rzeczy, o których warto pamiętać, a nie zawsze każdy ma o ich jakiekolwiek pojęcie. Dorzucam więc kilka info od siebie, które pomogą wam zaoszczędzić trochę pieniędzy. 

- karta Annual Pass do Parków Narodowych -  wjazd do Parków w USA nie jest za frajer. Jeśli planujecie jechać do 3 lub więcej parków, najtaniej wyjdzie kupno za ok 80$ karty Annual Pass, która obejmuje całe auto, wszystkie parki narodowe w Stanach, jest ważna rok czasu i nie ma limitu na ilość wjazdów do Parków. Składacie się na taką kartę razem i macie z głowy. Osobno za każdym razem wjazd do Parku za osobę to nawet 20$ na głowę.    

- wifi na każdym kroku - uważam, ze kupowanie specjalnie karty za 40$ dla chwili internetu to strata hajsu. WiFi w US jest niemal wszędzie i za darmo. Bary, restauracje, hotele, niemal wszędzie jesteście w stanie znaleźć jakąś okazję do kontaktu ze światem. Owszem, problem robi się np w Parkach Narodowych, gdzie nie zawsze jest bezpłatne wifi. No ale chyba te 2/3 dni każdy z nas jest w stanie przeżyć bez facebooka, prawda?    

- zwiedzanie centrum wielkiego miasta - tutaj sprawa jest cięższa. Parkingi są często drogie i przepełnione, a korki masakryczne, więc podróżowanie autem odpada. Najlepsza i najtańsza opcja to moim zdaniem metro i pociągi, jednak nie wszędzie jest to też tak dobrze rozwinięte: np w Los Angeles. Do wielu miejsc aby dotrzeć trzeba się przesiadać nawet po kilka razy. Co więc polecam? A no na przykład Uber. Zwłaszcza w godzinach porannych i przedpołudniowych ceny są wręcz śmieszne i jak jedziecie w np 4 osoby, to wychodzi was nawet po 3 dolary za osobę. Dodatkowo jeśli odległości nie są przerażające między punktami jakie chcecie zobaczyć, to warto rozważyć wypożyczenie roweru. 

-co warto rezerwować wcześniej? - przede wszystkim atrakcje w miastach. Np rejs na Alcatraz w San Francisco, wjazd na Top of the Rock w NYC, czy wejście do Kanionu Antylopy. Są pewnie atrakcje, które są tak przepełnione, że czasem kupienie biletu na miejscu na 'już' jest niemożliwe i trzeba czekać nawet kilka godzin w pełnym słońcu. 

 Co wcześniej zaplanować i w jaki sposób?
   Powstaje więc pytanie: to planować coś wcześniej czy nie? Moje doświadczenie mówi, że warto mieć jedynie wstępny plan: co chcemy zobaczyć (jakie miasta, parki narodowe itd) i ile czasu na to potrzebujemy, uwzględniając odległości i czas jaki spędzamy w aucie na dojazdach. Ja do tego zazwyczaj używam zwykłego google mapy:) W zależności ile atrakcji, rozplanujcie np: 2 dni w LA, potem dojazd do SF, tam 3 dni, potem do Yosemite itd. Pozwoli wam to mieć zarys tego co chcecie zobaczyć i aby iść z jakimś planem. Odpuście jednak rezerwacje campingów i innych spraw. Wiecie ile radości daje dreszczyk emocji, że nie wiesz gdzie spędzisz kolejną noc? Spanie na dziko jest mega sprawą. Możecie poszukać CS, ale też nie wcześniej niż tydzień przed przyjazdem. Auto też ogarnijcie na miejscu, z doświadczenia wiem, że nie jest to rzecz trudna. Lepiej też wcześniej zebrać ekipę - w końcu każdy ma swoje preferencje, więc razem wcześniej warto dogadać co kto chce zobaczyć i na czym mu zależy;)

    Ja podróżowałam z ekipą 10 znajomych. Wynajęliśmy 15 osobowego busa na 3 tygodnie i zwiedziliśmy miejsca jak LA, Malibu, Big Sur, San Francisco, Yosemite NP, Dolina Śmierci, Zion NP, Bryce NP, Dolina Monumentów, Wielki Kanion, Kanion Antylopy, a nawet posiedzieliśmy chwilę w westernowych miasteczkach na słynnej Route 66. 
    Ile mnie wyniósł ten wyjazd?
   1200$ za 3 tygodnie. 
   W tym wszystko: pamiątki, auto, paliwo, wejścia na atrakcje, jedzenie a nawet... skok ze spadochronem! Tak, 250$ wydałam na sam skok ze spadochronem. Więc można powiedzieć, że wydałam niecały tysiąc dolarów na 3 tygodnie podróży po USA. Da się? Jasne.
     Wystarczy trochę odejść od znanej strefy komfortu!:)

    Kochani! 
  Jeśli posiadacie jakieś pytania odnośnie postu i ogólnie tematu podróży po USA - piszcie śmiało w komentarzach. Z chęcią wam odpowiem, jeśli będę potrafiła:) Post ten powstał z myślą  głównie o osobach, które lecą na Camp pierwszy raz tak samo jak ja rok temu - nie musicie się ograniczać w marzeniach, tylko odpowiednio je rozplanujcie!

Pozdrawiam,
Patrycja:)


~~~~~
" Żyje się tylko raz, ale jeśli się postarasz,
to ten jeden raz wystarczy."

Camp Leaders 2017 - Przejazd słynną 'Drogą Matką' Route 66.

Camp Leaders 2017 - Przejazd słynną 'Drogą Matką' Route 66.


   Słynna Route 66, nazywana również Drogą Matką, to jeden z symboli USA i jedna z najsłynniejszych dróg świata. Unieśmiertelniona w literaturze, filmach i muzyce mimo wszystko wciąż przyciąga masę turystów. Droga ta liczy prawie 4 tys. km. Powstała ponad 80 lat temu łącząc Chicago z Los Angeles. Trasę 66 oficjalnie skreślono z listy autostrad krajowych 27 czerwca 1985 roku, kiedy to została zastąpiona przez amerykańską autostradę międzystanową – Interstate 40. Dalej jednak funkcjonuje jako droga historyczna. Był to wyrok dla wielu moteli, stacji i barów znajdujących się po drodze. Mimo wszystko Droga Matka dalej trzyma się świetnie dzięki ciekawskim turystom - takim jak my. Po zwiedzeniu Wielkiego Kanionu, nasza droga powrotna do LA wiodła właśnie przez Route 66.




   Na naszej drodze zatrzymywaliśmy się w trzech 'miasteczkach', które stanowią atrakcję na Route 66: Oatman, Seligman oraz Kingman. Uważam, że to są główne must see na tym odcinku. Trasa 66 z Oatman do Kingman jest jedną z najbardziej malowniczych dróg Arizony. Wciśnięta między góry, pnie się i spada, ostro skręcając tuż nad przepaścią. To długi i dość mozolny odcinek drogi, wzdłuż której porozrzucano garstkę samotnych domów. 
 






  Obecnie Seligman to jedna z perełek leżąca na Route 66 w której koniecznie trzeba się zatrzymać. Najciekawsze miejsce to historyczna część miasteczka w której znajdują się funkcjonujące do dziś wspomnienia z czasów świetności starej Route 66. Liczne kawiarnie, sklepy z pamiątkami, motele czy opuszczone stacje benzynowe.
   Zaś Oatman to wymarłe miasto w stanie Arizona.  Powstało ok. 1906 roku z obozu poszukiwaczy złota roku, gdy kilku z nich znalazło kruszec o wartości 10 milionów dolarów. Dziś poza niesamowitymi budynkami niczym widoki z westernów - można pogłaskać tam wszędzie tułające się osły (jeden nam do busa wszedł nawet :D ) oraz zjeść w barze najlepszego amerykańskiego burgera ever.






 Jakie są moje wrażenia odnośnie Route 66? Jest mi strasznie mało. Żałuję, że nie miałam wiecej czasu aby przejechać się dużo dłuższym fragmentem tej drogi. Jestem zachwycona tym, że mogłam się poczuć naprawdę jak w amerykańskim filmie western - jedynie tłumy turystów mi trochę przeszkadzały:)
  Mimo to uważam, że nie ma chyba lepszego miejsca na poczucie klimatu Dzikiego Zachodu, na taką naszą prywatną podróż w czasie. No i oczywiście - spełnienie naszego American Dream.





 
  Route 66 była również inspiracją dla wielu artystów. Poświęcano jej książki, piosenki, filmy i seriale, zarówno w czasie jej działania, jak i nawiązując do jej legendy. No bo w końcu, kto nie kojarzy chociażby bajki dla dzieci 'Auta'? 
  Uważam, że warto poświęcić na tę drogę minimum jeden dzień - tak, aby móc poczuć jej klimat i historię. Jeśli jednak ma się taką możliwość - sama marzę, aby pewnego razu przejechać CAŁĄ drogę, od samego Chicago po Los Angeles. Mimo wszystko uważam, że nawet ten mały kawałek od Wielkiego Kanionu do LA jest wart by poświęcić na niego dzień lub dwa. Zatrzymajcie się by chłonąć to miejsce, a nie tylko róbcie zdjęcia przez szybę samochodu. Poczujcie klimat Drogi Matki.
   Niedługo kochani kolejny post z Camp poradnika!:) 

Pozdrawiam,
Patrycja;)

~~~~~
 
"Duch Route 66 tkwi w szczegółach: 
każde zadrapanie na błotniku,
 każdy kawałek farby na wyblakłym billboardzie, 
każde źdźbło trawy wyrastające z pękniętej ulicy."
 
Poradnik Camp USA #5 - Pakowanie do USA, czyli moja lista rzeczy do zabrania na Campa.

Poradnik Camp USA #5 - Pakowanie do USA, czyli moja lista rzeczy do zabrania na Campa.


  Jak spakować się na Camp mając do dyspozycji najczęściej jedynie ok 23kg bagażu rejestrowanego, oraz 8kg bagażu podręcznego? To jest problem nie tylko kobiet, ale wszystkich wyjeżdżających na ten ok 10 tygodniowy wyjazd, nie wspominając o późniejszym podróżowaniu. 
   Mimo iż podróżuję z plecakiem, autostopem, noszę swój cały 'dom' na plecach - mimo tego jadąc na tak długo zawsze mam problemy - co się przyda, a co sobie odpuścić? Po swoich doświadczeniach z zeszłego roku sporządziłam w tym sezonie już o wiele lepszą i bardziej przemyślaną listę rzeczy do zabrania na Campa - i na jej podstawie powstał oto ten post!



PAMIĘTAJ!: To tylko moja propozycja rzeczy, jakie mogą się przydać na wyjazd. Każdy z nas ma swoje potrzeby i preferencje. Post ten ma służyć jedynie małą pomocą:)


ELEKTRONIKA

   W dobie XXI wieku ciężko się obyć bez elektroniki. Mimo wszystko jadąc do Stanów warto zaopatrzyć się w dodatkowe sprzęty, które mogą, a raczej na pewno się przydadzą.
  Najważniejsze: przejściówka do gniazdka + rozgałęźnik/przedłużacz. Przejściówka z wiadomych powodów, a rozgałęźnik? Cóż, na pewno będziesz w sytuacji kiedy będziesz potrzebować naładować więcej niż 1 urządzenie. Dodatkowo polecam zabranie awaryjnego zapasowego telefonu. Oby się nie przydał, ale po swoich doświadczeniach sprzed 2 lat w Grecji gdzie ukradli znajomej komórkę, uważam, że warto mieć nawet jakiegoś grata w zapasie. A no i słuchawki! Ja bez nich obyć się nie umiem:)
   A dodatkowo? Aparat i kamera to super opcja na uwiecznienie swoich podróży i ogólnie pobytu w USA - oczywiście, jeśli takowe mamy. Ja zabieram zawsze swoją GoPro, oraz często aparat, ale ze względu na rozmiar chyba w tym roku z niego zrezygnuję. Oczywiście zapasowe karty pamięci oraz baterie też się na pewno przydadzą:)
  Czy brać laptopa? To jest kwestia sporna. Uważam, że jest on zbędny, jednak sama zawsze zabieram. Głównie z nim latam z powodu braku innego sposobu na zrzucanie filmików z GoPro, a niestety miliona kart pamięci nie jestem w stanie ze sobą zabrać. Jeśli jednak nie macie potrzeby, nie zabierajcie - na waszym ośrodku na pewno w razie potrzeby będzie możliwość skorzystania z komputera.


KOSMETYKI

    Rada ode mnie, jaką się nauczyłam z zeszłego roku - zabierzcie małe 'wyjazdówki' z rossmana które starczą na pierwsze dni, a później owe kosmetyki kupicie na miejscu w Stanach. 
   Rzeczy jak: pasta do zębów, żel pod prysznic, szampon, odżywki, maszynki do golenia, chusteczki nawilżające, kremy itd nie dość że zajmują masę miejsca w walizce - to jeszcze są mega ciężkie. Na pewno w pierwszych dniach na campie albo będzie wyjazd do sklepu, albo znajdziecie jakiś inny sposób na wyjazd na zakupy. W sklepie jak Walmart wcale kosmetyki tego pokroju nie są drogie. Pasty do zębów za 1,5$, wielki żel pod prysznic za 3$, po co więc to targać z Polski, jak można zaoszczędzić miejsca w walizce, a potem tanio kupić na miejscu? 
   Nad czym warto dodatkowo pomyśleć? Kremy z filtrem i coś na owady bez względu na Stan w jakim będziecie pracować - to się prawie zawsze przydaje.


UBRANIA & BUTY

    Tutaj nie będę wam wypisywać ile koszulek czy par spodni wam będzie potrzeba, bo z tym każdy sobie na swój sposób poradzi. Pamiętajcie jednak, aby mieć ubrania robocze, których nie będzie wam szkoda wyrzucić po zakończonej pracy na campie. Bez względu na pozycje na jakiej będziecie pracować, warto mieć coś do ciurania bo ubranie szybko się niszczy - to samo dotyczy butów. 
  Dobierz grubość ubrań do Stanu w jakim będziesz pracować. Wiadomo - pracując w Teksasie czy Kalifornii nie będziesz potrzebować masy ciepłych swetrów i polarów, jednak pracując np w Pensylwanii tak jak ja pracowałam, ciepłe ubrania były bardzo potrzebne. Tak czy siak ZAWSZE warto mieć i coś na cieplejsze i na chłodniejsze dni.
   Dodatkowo warto zabrać płaszcz przeciwdeszczowy, szlafrok oraz oczywiście strój kąpielowy. Jeśli planujecie spać w ciepłej piżamie, to szlafrok może być zbędny, ale z doświadczenia wiem, że rano wygodnie jest paradować w szlafroku - no i cieplej:)
   A buty? Przede wszystkim wygodne. Do pracy warto mieć jakieś
adidasy lub tenisówki. Oczywiście klapki/japonki na plażę oraz jakieś lepsze buty na wyjście (nie mówię o szpilkach - uwierzcie na słowo, nie będzie za dużo okazji by je założyć). No i jeśli planujecie dużo szlaków w parkach radowych - buty trekkingowe/wygodne sportowe. Mim wszystko ja zdobyłam szlaki w zwykłych wygodnych traperkach z biedronki - no i dały radę bez problemu:)
   A no i warto wziąć woreczki do prania bielizny! Aby nie pogubiła się w praniu na campie, naprawdę mega pomocny wynalazek.


LEKARSTWA 

   To jest temat dosyć sporny, jednak przedstawię wam tutaj swoją 'opinię' w tej kwestii. Leki w USA różnią się i mogą mieć troche inny wpływ na nas, niż to co przyjmujemy w PL. Dlatego też wyjeżdżając zawsze mam przy sobie podstawowy zestaw leków jak: przeciwbólowe, krople do nosa, na gardło, przeciwgorączkowe, na biegunkę, woda utleniona w żelu, plastry itd. Myślę, że tutaj każdy z was będzie mniej więcej wiedział co może się mu przydać, a co nie. 
   WAŻNE NR1: jeśli przyjmujecie leki stałe, na receptę - warto mieć przy sobie informację od lekarza/receptę w razie kontroli na lotnisku.
   WAŻNE NR2: teoretycznie wszystkie leki (i te na recepte i te 'zwykłe') powinniśmy mieć w oryginalnym opakowaniu, z ulotką. Jest to mega uciążliwe, gdyż wiadomo, że pudełka zajmują dość sporo miejsca. Ja w bieżącym roku chyba zaryzykuję biorąc tylko po lisku z każdego, ale to jest już ryzyko wpisane w zabawę. W razie kontroli będę się tłumaczyć.


DOKUMENTY

  Jedna z najważniejszych spraw o jaką musimy zadbać: nasze dokumenty. Co nalezy zabrać, oraz jak zabezpieczyć się aby uniknąć stresu zwiazanego z zagubieniem/kradzieżą?
  Ja lecąc zawsze mam ze sobą: paszport z wbitą wizą, DS (nasze pozwolenie na prace), umowe z campem, umowe z biurem, ubezpieczenie, dowód osobisty, prawo jazdy (nie jest wymagane międzynarodowe). Jeśli macie jeszcze jakieś inne swoje dokumenty, które uważacie, że powinniście mieć - zabierajcie!
  WAŻNE:  zróbcie ksero każdego z dokumentów - jedno zostawcie w domu np rodzicom, jedno weźcie ze sobą, oraz miejcie w formie PDF lub JGP zapisany skan dokumentów na mailu (np jako wersja robocza). Pozwoli wam to uniknąć stresu w razie niespodziewanych sytuacji jakie mogą powstać w trakcie waszego pobytu.
   Dodatkowo: nie trzymajcie dokumentów na wierzchu. Najlepiej miejcie je w miejscu zamykanym (np w walizce na szyfr).


INNE

   Poza najważniejszymi przedstawionymi wyżej rzeczami, wymienię resztę pierdół, które mogą się wam przydać w trakcie wyjazdu:

- szczotka, gumki do włosów oraz wsówki - tutaj głównie informacja dla kobiet. Do pracy zazwyczaj jest wymóg związanych włosów, a jak wiadomo gumki i wsówki gubią się w niewyjaśnionych okolicznościach:)

- plecak/torebka/torba plażowa/biodrówka - plecak przyda się głównie jak planujecie szlaki w parkach narodowych. Torebka na wyjście na miasto, a na plażę jakaś materiałowa/plastikowa torba, której nie straszny piasek i sól z oceanu. 

- notes i długopis - na pewno się przyda. Czy to do podliczenia kosztów, czy zapisania zakupów, czy planowania trasy na zwiedzanie. 

- kosmetyki 'upiększające' - znów głównie do płci pięknej. Tusze do rzęs, pudry, lakiery, zmywacze do paznokci: wszystko dla ludzi, ale bez przesady. Nie będzie tam dużo okazji na 'pokazy mody'.
- nożyk, pilnik do paznokci, małe nożyczki -  nożyk głównie na zwiedzanie, pilnik i nożyczki przydadzą się w różnych okolicznościach na campie. Nie zajmuje wiele miejsca, a często pomaga.

- zagłówek/poduszka - na campie na 99% będziecie mieć cały komplet pościeli, więc poduszkę również. Jednak mimo wszystko na czas lotu samolotem, a potem na podróżowanie - zagłówek wokół szyi albo poduszka może się przydać. 

- ręczniki - też na campie zapewne będą, ale na okres zwiedzania warto mieć swój. Polecam jeden większy i jeden mały - ewentualnie plażowy, ale ja sobie co roku go daruję.

- okulary przeciwsłoneczne i biżuteria - okulary warto mieć chociaż 1 parę. Słońce nie tylko w Kalifornii potrafi dawać po oczach. Jeśli chodzi o biżuterię to tak jak z kosmetykami upiększającymi - warto coś wziąć, ale bez przesady. 

- maska na oczy do spania/zatyczki do uszu - często w domkach/pokojach śpi się w kilka osób. Czasem będą wcześniej od was wstawać, czasem później kłaść spać - będą przez to palić światło, czasem hałasować. Ja mam nauczkę i w tym roku maska na oczy i korki obowiązkowo!

- przewodnik, mapy - kupiony przewodnik po USA? Nie zapomnij! Warto nie tylko coś widzieć, ale wiedzieć o tym słów kilka. Dodatkowo papierowa mapa też jest przydatna. Pamiętaj, że GPS czasem może zawieźć jak każda elektronika.

- szalik/flaga polski - bez tego ani rusz! Do zdjęć, przywiązany do plecaka, jak tylko zechcecie:) Do tego dokupić flagę amerykańską i jesteśmy obywatelami tego świata :D

- śpiwór/koc - na campie może, ale nie musi się przydać. Jednak jeśli planujecie noclegi na dziko, w namiocie, aucie itd - na pewno się przyda. W najgorszym wypadku można kupic w Walmarcie za ok 20$.

 
BAGAŻ PODRĘCZNY

   O wymogach co można, a co nie można mieć w bagażu podręcznym najlepiej poczytać bezpośrednio na stronie linii lotniczej, jaką lecicie. Ode mnie w kwestii przypomnienia najważniejszych zasad, jakie praktycznie wszędzie obowiązują: zakaz przedmiotów ostrych (np nożyczki), wszelkie płyny tylko do max 100ml, zakaz wwożenia jedzenia (na teren USA nie można wwozić np mięsa).
    Wszelki sprzęt elektroniczny powinien być w bagażu podręcznym oraz powinien być naładowany. Jest to nasz obowiązek i mogą nas prosić na lotnisku o włączenie sprzętu - brak takiej możliwości może mieć kiepskie skutki dla nas i naszego sprzętu.
  Często oprócz bagażu podręcznego można mieć jeszcze twz rzecz osobistą - torebka mała lub np jak to w moim przypadku: torba na laptopa. Warto to wykorzystać:)
   WAŻNE: bagaże rejestrowane się czasem gubią, zwłaszcza na tak dalekich odległościach z przesiadkami. Warto mieć to na uwadze i mieć w podręcznym kilka rzeczy jak np: jakaś bielizna, zapasowa koszulka, spodenki itd, aby w razie takiej sytuacji mieć coś na te kilka dni nim nasza walizka się znajdzie i do nas wróci. Oczywiście zazwyczaj nie trwa to długo i należy się nam odszkodowanie: ale o ile pastę do zębów czy szampon ktoś nam pożyczy, to z majtkami może nie być tak wesoło:)


 ***


  Kochani i jak wam się podobała kolejna część poradnika? Przydatne informacje?
  Piszcie oczywiście w komentarzach o swoich doświadczeniach, co zabieracie, co wam się przydaje, a co nie. Każdy na pewno ma swoje własne doświadczenia:)
  Niedługo ostatnia relacja z mojego podróżowania w zeszłe wakacje po Zachodnim Wybrzeżu, a potem kolejny post z serii Camp poradnika - jak tanio podróżować po USA!:)

Pozdrawiam,
Patrycja:)


~~~~~

"Ptak siedzący na drzewie nie boi się, 
że gałąź się złamie, nie dlatego że ufa gałęzi, 
ale dlatego, że wierzy we własne skrzydła."

Camp Leaders 2017 - Jak to jest stanąć przed ogromem Wielkiego Kanionu?

Camp Leaders 2017 - Jak to jest stanąć przed ogromem Wielkiego Kanionu?


  Wielki Kanion to głęboki jar w środkowym biegu rzeki Kolorado, położony na wyżynie o tej samej nazwie, w północnej części amerykańskiego stanu Arizona. Długi na 446 kilometrów, powstał w wyniku erozji rzeki, która doprowadziła do rozcięcia powierzchni wyżyny złożonej ze skał pamiętających jeszcze czasy mezozoiku, paleozoiku, a nawet prekambru.
   Jedne z najpiękniejszych krajobrazów zobaczyć możecie w South Rim, najbardziej dostępnej i popularnej części tamtejszego parku narodowego. Otwarta dla turystów przez cały rok, 24 godziny na dobę, która znajduje się na wysokości około 2100 metrów n.p.m.
  Pamiętajcie: jest to Park Narodowy, więc obowiązują opłaty za wstęp. Działa tutaj wcześniej w postach opisywana przeze mnie karta Annual Pass - za 80$ na całe auto, wszystkie parki narodowe, ważna rok czasu.





    Ile czasu należy zarezerwować na Wielki Kanion? Wiele osób spędza tam jeden dzień: kilka zdjęć na punktach widokowych - i koniec. Ja uważam, że aby naprawdę pochłonąć te miejsce potrzeba minimum dwóch dni. Nacieszcie się tym. Usiądźcie, patrzcie w milczeniu. 
   Ciężko opisać to co się czuje stojąc na krawędzi takiego ogromu. Człowiek nagle zdaje sobie sprawę jak malutki jest wobec natury. To jedno z najchętniej fotografowanych miejsc na świecie - trudno się nie dziwić. Ten widok jest jedyny w swoim rodzaju.




    Czym jeszcze zaskoczył mnie WK? A tym, że pierwszy raz od noclegu w Las Vegas, wiedziałam gdzie będę spać. Serio, znaleźliśmy camping. Bez rezerwacji, bez tak naprawdę nadziei - po prostu jeździliśmy i szukaliśmy, aż w końcu usłyszeliśmy - tutaj będzie wasza miejscówka na najbliższe 2 noce. Aż ciężko było uwierzyć, bo tylu nocach na dziko pośród amerykańskiego niczego mamy miejsce na namiot, i to całkiem legalnie! 
   Pamiętajcie: jeśli na campingu są metalowe szafki - wszelkie jedzenie należy tam chować, a nie zostawiać w aucie. No chyba, że chcecie w nocy odwiedzin misia, lwów góskich albo innych żyjątek z Ameryki:) - a poważniej mówiąc, jest to karalne. Narażacie i siebie i innych ludzi na campingu.





     Poza masą dobrze oznakowanych punktów widokowych jest również szlak prowadzący w dół kanionu. Podobno widoki niesamowite - ale na szlak ten warto zarezerwować dwa dni: na zejście, nocleg na 'dnie' oraz wejście. Niestety, ani czasu ani sił nam nie starczyło, aby choć kawałek zejść tą trasą w dół kanionu. Ale jak to się mawia: przynajmniej mam tam po co wrócić:)




  Cóż mogę więcej dodać? To trzeba po prostu zobaczyć.
  Żadne zdjęcia nie są w stanie oddać prawdziwej magii i klimatu jaki stwarza Wielki Kanion Kolorado. Nie dziwię się, że został on nazwany jednym z głównych cudów naszej planety. Na początku byłam nastawiona na rozczarowanie - w końcu jak wszyscy o nim gadają, jest to tak popularny punkt w USA, to musi być ziarno przereklamowania. A jednak go nie było.
  Patrząc w tak ogromną przestrzeń czujesz, jak brakuje ci powietrza. To tak, jakby nagle przed tobą otowrzyła się głębia oceanu. Próbujesz objąć to wszystko wzrokiem, ale jest to niemożliwe. Stoisz przed potęgą natury, którą człowiekowi zostało naprawdę jedynie podziwiać.

Pozdrawiam,
Patrycja:)

~~~~~

"Dream BIG."

Camp Leaders 2017 - Wyprawa po Horseshoe Bend i Kanion Antylopy.

Camp Leaders 2017 - Wyprawa po Horseshoe Bend i Kanion Antylopy.


   Kierując się już powoli w stronę Wielkiego Kanionu, na naszej trasie zostały jeszcze dwia mniejsze, ale o tyle zapierdające dech w piersiach punkty: Horseshoe Bend oraz Kanion Antylopy.
   Nieopodal miasteczka Page w stanie Arizona, możecie znaleźć miejsce gdzie rzeka Kolorado zawija się znaną chyba przez większość podróżników podkowę. Widok ten znany z filmów, czy zwyczajnie często jest wizytówką dzikiej Ameryki. 
   Warto zaopatrzyć się w wodę i czapkę na głowę. Od parkingu na Horseshoe Bend wiedzie krótki, ale w końcu biegnący teoretycznie przez pustynię szlak. Prowadzi on do samej krawiędzi Kanionu, jednak nie ma żadnego zejścia w dół.  
   Krawędź urwiska nie była zaopatrzona w żadne barierki - a jak widać nawet po mnie, chęć zrobienia niesamowitego zdjęcia często wygrywa i ludzie narażają się na upadek z ponad 300metrów w dół. Wyczytałam w internecie, że Horseshoe Bend jest w 'remoncie' i jego dzikość przez głupotę turystów jest niwelowana. Ma powstać jakaś kładka oraz barierki - nie wiem na ile to prawda i kiedy ma to wejść w życie - tak czy siak cieszę się, że było mi dane zobaczyć to wszystko tak jak natura stworzyła.




   Kanion Antylopy był jednym z moich głównych must see na zachodzie. Mimo iż wycieczka kosztuje ponad 20$, uważam że jest to warte każdej ceny. Kanion dzieli się na dwie części: Lower oraz Upper. W górnej można w godzinach szczytu zobaczyć znane słupy światła wpadające przez szczeliny - jednak wejście w górną część jest droższe, oraz spodziewajcie się ogromnych tłumów ludzi.
   My zdecydowaliśmy się na dolną opcję i nie żałowaliśmy. Kolory podobno są bardziej intensywne oraz mniej ludzi między nami. Co powiem? Ludzi i tak było sporo, ale faktycznie jak widać po zdj niżej były możliwości bycia niemal samemu w danej części kanionu i możliwość zrobienia zdjęć bez grupy ludzi obok nas. 




    Kanion Antylopy należy do Indian Navajo i tylko z ich przewodnikiem jest możliwość zejścia na dół. Na co uważać? Pogodę. Obyście mieli szczęście i uniknęli rzadkich dni z deszczem. Wtedy kanion jest zamykany ze względu na zalanie. My mieliśmy pecha i 'wycieczkę' przełożyliśmy na dzień później ze wzgldu właśnie na deszcze i środki bezpieczeńśtwa.



    Nasza 3tygodniowa wyprawa po Zachodnim Wybrzeżu USA powoli dobiegała końca. Przed nami zostały ostatnie dwa punkty na mapie, które były przed metą Los Angeles, gdzie też jak wiecie zaczęliśmy tę podróż. 
   Wspomnieniami wracam niemal codziennie to tych najlepszych wakacji w moim życiu. Jednocześnie też planuję powoli kolejne - za tydzień w środę rozmowa wizowa i planowanie kolejnego tripa po Stanach - jednak tym razem uciekam z głównego kontynentu: kto sie domyśla o czym mówię?:)

Pozdrawiam,
Patrycja:)


~~~~~

"Gdyby pieniądze oraz opinia innych nie grały roli...
 To gdzie byś teraz był? Co byś dziś robił?"
Poradnik Camp USA #4 - Praca i życie na Campie, czyli cała prawda o 'obozie pracy'.

Poradnik Camp USA #4 - Praca i życie na Campie, czyli cała prawda o 'obozie pracy'.

 Jestem prawie pewna, że duża część z was słyszała o wyjazdach na Amerykańskie Campy, jako wyjazd do tak zwanego 'obozu pracy' gdzie ciśniecie po kilkanaście godzin dziennie za marne 1200$ za 10 tygodni pracy. Jak jednak jest naprawdę?
   Na samym wstępie myślę, że warto dodać: każdy camp jest inny. Nigdy nie będzie to wyglądać w 100% tak samo, więc kierowanie się jedną opinią nie jest nigdy najlepszym wyjściem. Ja dziś postaram się opisać wam jak to wyglądało u mnie, oraz podzielię się informacjami jakie zebrałam od moich znajomych, którzy byli na innych campach. 
   POŚRODKU AMERYKAŃSKIEGO NICZEGO

   Tak, campy się położone gdzieś na zadupiu, najczęściej w lasach nad jeziorem lub stawem, z daleka od cywilizacji i wielkich miast.
  Jednak czy serio jest to wielkim problemem? Mój camp był położony gdzieś pośród lasów Pensylwanii. Mimo iż do większych miast jak NYC czy Filadelfia dzieliło mnie po 3-4h drogi samochodem, nie odczuwałam tego w jakiś wyjątkowy sposób. Pamiętaj, że na campie wokół ciebie są często dziesiątki, setki ludzi. Trochę otwartości a uwierz, nie będziesz się nudzić tam nawet w chłodny, deszczowy wieczór. A w dni wolne? Cóż, wypożyczone auto, tanie paliwo - i zawsze możesz wyskoczyć do sklepu a nawet na zwiedzanie:)

WARUNKI ŻYCIA

   Owszem, nie będzie to hotel z pięcioma gwiazdkami. Często domki na campach są wieloosobowe, mieszkacie razem z innymi ludźmi, nie zawsze będzie klimatyzacja czy wi-fi w pokojach.
   Na moim ośrodku w domkach spaliśmy w 8-10 osób. Oczywiście podział na chłopaków i dziewczyny, jednak mogliśmy się mieszać narodowościami i nie otaczali mnie sami polacy.
   Klimatyzacji nie było, kaloryferów też nie (czasem temeratura w nocy była bliska zeru), ale mnie to jakoś nie przeszkadzało. Śpiwór, pościel i starczy na te kilka godzin w nocy. A za dnia? Szkoda marnować tak zajebistych wakacji na przesiadywanie w pokoju.
   Z opowiadań znajomych wiem, że mieli np klimatyzaję gdzieś na campie w Teksasie, czy nawet wifi w pokoju - ale za to np nie mieli tylu szaf i półek co było u nas. Warunki są często bardzo różne i mimo iż naprawdę są poniekąd harcerskie, po pierwszym tygodniu mija ten szok i w sumie zaczynasz myśleć: jak to fajnie, że ciągle otacza mnie taka kupa ludzi.

ZAKAZY NA CAMPACH 

  Owszem, na 99% na Twoim campie będzie zakaz picia alkoholu oraz palenia. Myślę, że warto jednak wytrwać ze samym sobą podczas tych wakacji życia.
   Na moim campie mimo zakazu nie było wielkich restrykcji, a jak dzieci wyjechały to nawet szef pił razem z nami:) Mimo wszystko nie należy tego lekceważyć - wasza praca ma kontakt z dziećmi, bądźmy więc odpowiedzialni.
   Wiem też, że część campów posiada tzw: godziny policyjne. Oznacza to, że np: o godz 23:00 wszyscy muszą być już na terenie campu. Nie ukrywam, mega się cieszę, że mój camp nie posiadał takich ograniczeń i w dni wolne mogliśmy jechać np: na zwiedzanie NYC i wracać o 7 nad ranem.  Mimo to większość moich znajomych mających takie godziny policyjne mówiła, że nie jest to mocno odczuwalne, a nawet często da się z szefostwem 'dogadać' :)



JEDZENIE NA CAMPIE - JEDEN ŚMIEĆ?

  No cóż, na pewno jak zobaczysz te wszystkie przysmaki i słodkości - Twoja dieta będzie poważnie zagrożona. 
   Prawdą jest, że w większości jedzenie na ośrodkach jest tłuste, z oleju, z masą cukru. A co najgorsze? Często jest przez to cholernie dobre. Ja przytyłam ok pięciu kilogramów i tak, nie jestem z siebie dumna.
   Pamiętajmy jednak, na campach są również dzieci z restrykcjami pokarmowymi - są dania bez glutenu, wegetariańskie i wegańskie. Jeśli masz francuski żołądek i upodobania, na pewno tak czy siak znajdziesz tam coś dla siebie:)
   Dodatkowo większość campów posiada siłownie, rowery, albo zwyczajnie możesz o poranku wstać i pobiegać.
  Proste? Nie, ja też zakładałam bieganie i ani razu się nie zmobilizowałam :D 
  Tak czy siak nie oszukujmy się - jajecznica z kartonu, masło w spray'u, wszystko mrożone... No ale w końcu chciałeś do Ameryki, nie?:)


PRACA NA AMERYKAŃSKIM CAMPIE

   Znów ciężko to jednoznacznie opisać, gdyż wszystko zależy od: campu oraz pozycji na jakiej pracujecie. Podobo w większości najciężej zawsze jest na kuchni - ja na swoim przykładzie obalam ten mit, gdyż u nas praca na kuchni raczej kojarzyła mi się z zabawą.
   Ilość godzin w ciągu dnia? Często waha się to między 8-10h. Zazwyczaj z czasem jak nauczysz się wszystkiego i szybciej robisz - szybciej możesz skończyć:) Tak samo było u mnie - na początku łącznie po 10h nawet wychodziło, a potem nawet w 6 potrafiliśmy się wyrobić ze wszystkim. 
   Praca na kuchni często jest na 3 etapy - śniadanie, lunch i kolacja. Na pozycjach jak housekeeping czy maintenance zapewne jest to od godzin porannych - do popołudniowych. Z jednej strony fajnie mieć cały wieczór laby, ale my po lunch'u często gdy inny pracowali, mieliśmy nawet po 3-4h laby i można było się opalać, pływać w basenie, pograć w piłkę itd.
   Czy praca jest ciężka? To też zależy od ośrodka, ale też od tego jak ty pojmujesz znaczenie tego słowa. Ze mną na salad bar pracował pewien węgier, który narzekał jak ciężka i męcząca jest dla niego ta praca... Serio? Krojenie pomidora? Wymieszanie sałatki? Dla mnie osobiście to był lajt nie z tej ziemi. Dodatkowo muzyka, świetni ludzie oraz ciągły uśmiech - czasem to nawet pracy nie przypominało.


CZAS WOLNY NA CAMPIE

    Na campie prawie zawsze jest co robić. Możesz iść na internet, pograć w siatkę, poopalać sie, popływać czy po prostu odpocząć na łonie natury. 
   Na większości ośrodków jest możliwość korzystania z aktrakcji dla dzieci: czyli np: jazda konna, basen, siłownia, rowery, sala taneczna czy inna masa ciekawych rzeczy.
   Dlaczego więc nie spróbować czegoś nowego? Zasmakować życia jakie się tam toczy, nowych wyzwań i może odnalezienia kolejnych pasji? Owszem, w ciągu tych 10 tygodni na pewno znajdzie się dzień, kiedy brzydka pogoda odbierze ci chęci i zwyczajnie usiadziecie pograć w karty czy obejrzeć fajny film na laptopie - w końcu każdemu chill się należy:)




CZY WIĘC JECHANIE NA CAMP TO NAPRAWDĘ WYJAZD DO OBOZU PRACY?

 Na pewno znajdą się osoby, które odniosą się do mojej wypowiedzi mówiąc: dobrze trafiłaś więc nie wiesz jak jest.
  Owszem, trafiłam na świetny ośrodek i w życiu bym nie zamieniła go na żaden inny. Mimo wszystko widząc co piszą moi znajomi: nawet tam gdzie było dużo pracy, była czasem ciężka - to za nic nie oddali by tego czasu jaki tam spędzili. 
   Jedziemy tam głównie po przygodę, zasmakowania życia za oceanem, poznania masy ludzi, szlifowania języka oraz zdobycia nowego doświadczenia - a to zagwarantuje wam praktycznie każdy ośrodek.
   Polecam wam więc też dlatego firmę Camp Leaders - jeżdżą i kontrolują swoje campy, sprawdzaja czy wszystko jest dobrze i w razie problemów zawsze reagują, przyjeżdżają często i badają sytuację. Macie pewność też, że nie pozostaniecie zostawieni sami sobie. 
  To chyba na tyle w tej części - niedługo kolejna relacja z mojego zwiedzania Zachodniego Wybrzeża, oraz kolejna część Camp Poradnika - tym razem co zapakować ze sobą do USA!:)
   Walizki gotowe?:)


Pozdrawiam,
Patrycja:)



~~~~~

"Wszystko czego pragniesz,
znajduje się po drugiej stronie strachu."

Copyright © 2014 Księżyc po drugiej stronie świata. , Blogger